MIŚKI ! ; *********
WCZORAJ, NETA NIE MIAŁAM ; /
ALE DZIŚ, JUŻ JEST. ; )
I WTOREEEEEEEEEK MAMY!
JESZCZE TROCHE I WEEKEEEEEEEEEEEEEEEND! ;D
O TAK! ;)
LALLALALALLALALALALALALA. ^
4+ Z CHEMI - ZADOWOLONA JESTEM! ; )
TYLE!
JUUUUUUUUUTRO NIE MA NIEMCA!!!!!!!!!!!!!
OOOOOOOOO TAK! ;D
TYLE. ;)
/ DZIS PRZEPIIIIS ^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
W CZWARTEK COŚ NAPISZE? XD
PA! ; ********************
ŁUKASZEK! < 3
Stała w oknie, kiedy wjechał na
podjazd. Wskazówki pokazywały jedenastą godzinę. Minęła chwila, i usłyszała
kroki. Potem drzwi otworzyły się. Wiedziała, że wszedł przez garaż. - Kochanie?
- rozbrzmiał po domu jego mocny, męski tembr. - Jestem - odpowiedziała prawie
szeptem, dalej patrząc w okno. Z oddali doszedł do niej dźwięk rzucanych
kluczy. Wzdrygnęła się. Ciarki przebiegły jej po plecach. Przymknęła oczy,
chcąc przywrócić utraconą równowagę. Ciągle obejmowała w dłoniach szklaneczkę
whisky. - Kochanie... - tym razem w tonie jego głosu nie było pytania. Bardziej
brzmiało to jak ulga. Stwierdzenie, że jest i czeka. Bo była. I czekała. Jak
zawsze od sześciu lat ich małżeństwa. Objął ją czule i pocałował. Uśmiechnęła
się, czując jego zimny policzek. Gdy ją dotykał ciągle odczuwała to łaskotanie
w podbrzuszu. Czasami bała się, że mąż tak uskrzydli jej serce, że ono odleci a
ona umrze. Sama. Bez niego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz